
Nie ustają strajki rolnicze w Unii Europejskiej (w tym w Polsce) z powodu umowy handlowej pomiędzy Unią Europejską a blokiem Mercosur. W wyniku nacisku rolników umowa została zaskarżona do Trybunału Sprawiedliwości UE, ale na tym nie koniec. O sytuacji polskiego i europejskiego rolnictwa opowiedział dr hab. inż. Arkadiusz Artyszak, prof. SGGW z Katedry Agronomii Instytutu Rolnictwa Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.
Umowa handlowa UE-Mercosur
17 stycznia 2026 r. w Paragwaju podczas uroczystości z udziałem przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen została podpisana umowa handlowa między Unią Europejską a krajami Mercosur. Umowa została podpisana na podstawie niemalże 30-letnich negocjacji, które zostały zakończone porozumieniem 6 grudnia 2024 r. A także na podstawie zgody na tę umowę, wyrażonej 9 stycznia 2026 r. przez Radę Unii Europejskiej, mimo sprzeciwu: Polski, Francji, Irlandii, Austrii oraz Węgier. Zgodę na zatwierdzenie tej umowy powinien wyrazić również Parlament Europejski, ale zadecydowano o pominięciu go w tej kwestii.
Mercosur to Wspólny Rynek Południa, czyli południowoamerykański blok handlowy, który powstał w 1991 r. Jego pełnoprawnymi członkami są: Argentyna, Brazylia, Paragwaj i Urugwaj. Pierwsza umowa pomiędzy Unią Europejską a Mercosur została zawarta już w 1995 r. i weszła w życie w 1999 r. Już wtedy chodziło przede wszystkim o eksportowanie z Unii Europejskiej do krajów Mercosur towarów przemysłowych i importowanie produktów rolnych.
Aktualnie najważniejszymi towarami eksportowanymi z Unii Europejskiej do Mercosur są: maszyny i urządzenia, produkty chemiczne i farmaceutyczne oraz sprzęt transportowy. Natomiast najważniejszymi towarami importowanymi z Mercosur do Unii Europejskiej są: produkty rolne, produkty mineralne oraz masa papiernicza i papier.
Po podpisaniu umowy w 2026 r. i wejściu jej w życie, handel pomiędzy stronami ma się jeszcze bardziej zwiększyć, a cła na część produktów mają zostać zniesione lub znacznie ograniczone. Najbardziej zagrożonym sektorem jest sektor rolny.
Strajki rolnicze w UE (w tym w Polsce)
Z zapowiadanymi warunkami umowy UE-Mercosur nie zgadzają się rolnicy z krajów wchodzących w skład Unii Europejskiej (w tym z Polski). Efektem tego są strajki, które rozpoczęły się już w 2024 r. i trwają nadal. Rolnicy zapowiadają, że nie odpuszczą walki o polskie i europejskie rolnictwo, a także bezpieczeństwo żywnościowe i będą protestować.
W wyniku wywieranego nacisku na rządzących w strukturach krajowych i unijnych, 21 stycznia 2026 r. Parlament Europejski przyjął rezolucję w sprawie zasięgnięcia opinii Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) na temat zgodności umowy UE-Mercosur z traktatami unijnymi.
Na chwilę obecną ratyfikacja umowy została wstrzymana, ale Komisja Europejska może podjąć decyzję o jej tymczasowym stosowaniu, jeśli uzna, że przyniesie to określone korzyści. Ostateczną zgodę na zawarcie umowy Parlament Europejski może podjąć dopiero po otrzymaniu opinii TSUE. W przypadku negatywnej opinii Trybunału Sprawiedliwości, umowa w aktualnym kształcie nie będzie mogła wejść w życie.
Nieustępliwość rolników doprowadziła do tymczasowego zablokowania umowy, ale to jeszcze nie koniec walki.
Nierówna konkurencja
Unia Europejska przez kilkadziesiąt lat narzucała producentom rolnym coraz ostrzejsze normy produkcji żywności, z naciskiem na te związane z ekologią i dbaniem o środowisko przyrodnicze. A to powoduje też duże nakłady finansowe na produkcję. W krajach Ameryki Południowej takich restrykcji nie ma.
– Na przykład, produkcja roślinna w krajach Mercosur odbywa się bez zachowania bardzo wysokich standardów obowiązujących w Unii Europejskiej – wyjaśnia dr hab. inż. Arkadiusz Artyszak, prof. SGGW z Katedry Agronomii Instytutu Rolnictwa Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. – Mam na myśli restrykcyjne stosowanie środków ochrony roślin i kontrolę ich pozostałości, aplikację nawozów mineralnych i wdrażanie praktyk prośrodowiskowych. To powoduje, że tamtejsza produkcja odznacza się zdecydowanie niższymi kosztami. Polscy rolnicy nie mają szans na wygranie z tak nierówną konkurencją. Z danych FAOSTAT wynika, że w 2023 r. w Polsce zużyto średnio 1,73 kg substancji czynnej pestycydów na jeden hektar ziemi uprawnej, w Brazylii aż 12,63 kg, a w Urugwaju 7,35 kg. Jak podaje mgr inż. Arkadiusz Zalewski z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, w 2024 r. Brazylia ustanowiła absolutny rekord sprzedaży pestycydów. Chodzi o preparaty, które w UE są w dużej części zakazane lub objęte ostrymi restrykcjami. Mało tego, wzrasta dynamicznie udział środków najbardziej niebezpiecznych (I i II klasy), a najczęściej sprzedawaną substancją czynną był glifosat. Dopuszczalne pozostałości substancji czynnych w żywności w Brazylii są wielokrotnie, nawet 400-krotnie, większe niż w Unii Europejskiej. Ostatnio minister rolnictwa zapowiedział, że zostanie wprowadzony czasowy (!) zakaz importu produktów żywnościowych z krajów trzecich zawierających pozostałości substancji czynnych pestycydów, których stosowanie w UE jest zabronione. Jeśli dobrze rozumiem, to do dziś można to robić, a niektóre z substancji czynnych zostały wycofane w 2002 roku.
Do tego, w Polsce cena w skupach za wyprodukowany towar jest nieadekwatna do poniesionych kosztów produkcji. Wiele gospodarstw rolnych walczy o przetrwanie. Wiele z nich upada. Na przestrzeni lat pojawiały się rekomendacje ekspertów, aby zwiększać produkcję, co miało być bardziej korzystne w rachunku końcowym. Niestety, tak nie jest. Pojawiają się też rady na rozwijanie technologiczne gospodarstw, a nawet są to wymogi unijne. W efekcie gospodarstwa spłacają ogromne kredyty a zapowiadany rozwój staje się problemem wręcz nie do rozwiązania. Powodem jest słabnący rynek zbytu towaru, niewielkie ceny w skupach i pojawiający się kolejni konkurenci na rynku, którzy nie muszą spełniać tak restrykcyjnych wymogów. Mowa tu na przykład o towarach rolno-spożywczych płynących z Ukrainy (przeciw tej umowie handlowej też były protesty), a za chwilę m.in. z bloku Mercosur. W obu tych przypadkach konkurencja jest nierówna, a produkcja wygląda zupełnie inaczej niż w Unii Europejskiej (w tym w Polsce).
– W zeszłym roku ziemniaki poza kontraktem w skupie kosztowały w skrajnych przypadkach nawet 8 groszy za kilogram – mówi prof. Arkadiusz Artyszak. – Teraz w hurtowniach można kupić 15 kg worek za 5 zł. Czy w którymś sklepie widzieliśmy, żeby ziemniaki tyle kosztowały? Rozumiem, że to sklep i pośrednik musi zarobić, ale czy aż tyle? Kolejny przykład to ceny zbóż w skupach, które są na poziomie sprzed niemalże 20 lat. Natomiast cena pieczywa w sklepach sukcesywnie rośnie. Tak nie może być.
W Ameryce Południowej nie ma drobnych rolników tak jak w Polsce. Tam są latyfundia o powierzchni wielu tysięcy hektarów. To są wręcz ogromne firmy, dla których liczy się biznes, a nie ekologia czy prawa pracownicze. Przykładem złych praktyk może być też wycinka kolejnych hektarów lasów, aby jeszcze bardziej zwiększyć obszar produkcji rolnej i maksymalnie zwiększyć jej intensywność. W Unii Europejskiej uwagę zwraca się przede wszystkim na gospodarstwa rodzinne (w Polsce do 300 hektarów powierzchni), a do tego kładziony jest bardzo duży nacisk na ochronę gleby. To jest zupełnie inne podejście do rolnictwa.
Żywność to broń
Rolnicy walczą o przetrwanie, ale i o bezpieczeństwo żywnościowe kraju. Żywność to broń – to produkt strategiczny państwa. Polska nie może sobie pozwolić na uzależnienie się od importu żywności, ponieważ w ewentualnej sytuacji kryzysowej Polacy nie mogą bez niej pozostać. A takie jest zagrożenie. Kondycja polskiego rolnictwa jest coraz gorsza (to już od wielu lat się dzieje), a upadek wielu gospodarstw wkrótce będzie przyspieszać, jeśli kolejne takie umowy jak ta z blokiem Mercosur będą wchodzić w życie. Umowy, które pomijają ważność unijnego sektora rolnego.
Sektor rolny to kwestia bezpieczeństwa żywnościowego kraju. To także kwestia konsumentów i tego jaki produkt otrzymają – szkodliwy czy zdrowy. A także, to kwestia miejsc pracy dla rolników i przetwórców żywności.
Jak ważna jest produkcja rolna w kraju pokazała pandemia COVID-19 czy wybuch wojny w Ukrainie. Żywność z półek sklepowych zaczęła znikać w ogromnym tempie. Podobnie było w przypadku, kiedy handel na świecie został sparaliżowany przez jeden statek transportowy, który utknął w Kanale Sueskim i zablokował trasę. Wtedy żywność nie mogła dotrzeć do konsumentów w wyznaczonym terminie.
Zapowiadane klauzule ochronne
Sektor rolny uspakajany jest argumentem, że w umowie handlowej zawarte są klauzule ochronne. Z informacji, które docierają do zainteresowanych wynika, że klauzule ochronne nie zostały zawarte w umowie a mają być w unijnych rozporządzeniach, co budzi zastrzeżenia co do egzekwowania zapisów.
– Mamy jako UE 1,5 miliona ton cukru rocznie w kontyngentach bezcłowych z różnych krajów – tłumaczy dr hab. inż. A. Artyszak, prof. SGGW. – Po zawarciu umowy z Ukrainą, importujemy stamtąd 109 000 ton cukru. Przed wojną było to 20 000 ton. Ten cukier cały czas do nas dociera z różnych stron. A przecież my w Polsce mamy olbrzymią nadprodukcję cukru. Już w tym roku polski koncern – Krajowa Grupa Spożywcza obniża kontraktacje o 10%. Niemiecki koncern – Südzucker o 25%. W wyniku tego, polscy rolnicy już będą uprawiać mniej buraka cukrowego, z którego produkowany jest cukier. W ostatnich latach kolejne cukrownie były zamykane, a ludzie tracili pracę. A tu jeszcze z krajów Mercosur ma być importowany cukier. Trwają też negocjacje z Meksykiem i Indiami w tej kwestii. Takich przykładów jest dużo więcej.
Zapis w klauzulach ochronnych zapowiada, że jeśli wzrośnie nadmiernie import produktów rolnych o 5% i ceny spadną to wtedy będzie można podjąć odpowiednie kroki zabezpieczające polski czy europejski rynek. Natomiast nie ma wyjaśnienia, w jaki sposób i przez kogo będzie to wszystko liczone i kto to będzie kontrolował. Ekspert z SGGW zwraca uwagę, że w wielu komunikatach zamieszczonych na stronie internetowej Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi pojawia się słowo „może” bądź informacja, że trzeba będzie przedstawić wiarygodne dane. Nasuwa się pytanie, w jaki sposób zostaną zinterpretowane tego typu zapisy i informacje? Kto sprawdzi i będzie za to odpowiadał, czy produkty wjeżdżające do UE (w tym do Polski) z krajów Ameryki Południowej są produkowane według standardów Unii Europejskiej? A przede wszystkim, skoro mamy wiele produktów rolnych w Polsce i jest problem z ich sprzedażą, to dlaczego mamy te same jeszcze importować?
– Co więcej, Europejski Zielony Ład zakładał obowiązek odłogowania (wyłączenia z użytkowania) 4% ziemi uprawnej, który do 2030 r. miał wzrosnąć do 10% – przypomina naukowiec. – Na razie ten obowiązek został tymczasowo wstrzymany dzięki strajkom rolniczym, ale w każdej chwili może powrócić. A tu jeszcze otwieramy się na rynek żywności z Ameryki Południowej. Nie ma w tym żadnej logiki.
Co dalej
Całe środowisko rolnicze oraz wszyscy ci, którym zależy na polskim rolnictwie, bezpieczeństwie żywnościowym kraju i zdrowiu konsumentów powinni kłaść ogromny nacisk na zmianę polityki rolnej Unii Europejskiej. Przede wszystkim konkurencja z producentami rolnymi spoza UE powinna być zdrowa i na równych zasadach, a biurokracja ograniczona.
Profesor Arkadiusz Artyszak zachęca rolników do tworzenia organizacji rolniczych, ale bez barw partyjnych. Przykładem takiej grupy, która powstała rok temu jest Towarzystwo Rolnicze Ziemi Hrubieszowskiej. Towarzystwo podpisało porozumienie o współpracy z Wydziałem Rolnictwa i Ekologii SGGW, a prof. A. Artyszak jest jego członkiem wspierającym. Oczywiście to nie jest łatwe zadanie, ale do wykonania. Potrzeba jest też liderów w takich organizacjach, którzy będą walczyć o polskie rolnictwo i nie dadzą się uwikłać w politykę oraz nie ulegną innym niepotrzebnym wpływom.
Na chwilę obecną kwestia umowy handlowej pomiędzy Unią Europejską a blokiem Mercosur pozostaje nierozwiązana. Rolnicy nadal walczą. Zaskarżenie umowy do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej to oczywiście nie koniec problemów i walki.
– W 2024 r. byłem na spotkaniu w chińskiej firmie oferującej środki ochrony roślin, gdzie szefem jest Argentyńczyk. To było parę dni po podpisaniu przez Ursulę von der Leyen porozumienia podsumowującego zakończenie negocjacji UE-Mercosur. I padło publicznie pytanie, co ów szef myśli o tym. Powiedział, że chociaż jest Argentyńczykiem to uważa, że Unia Europejska nie wie co robi – podsumowuje dr hab. inż. Arkadiusz Artyszak, prof. SGGW.
Anita Kruk, Biuro Promocji SGGW
Konsultacja merytoryczna:
dr hab. inż. Arkadiusz Artyszak, prof. SGGW Przejdź do profilu naukowca w Bazie Wiedzy SGGW
Katedra Agronomii
Instytut Rolnictwa SGGW